Jest taki eksperyment, który proponuję klientkom zanim zaczniemy cokolwiek robić z szafą. Wejdź do szafy, wyciągnij losowo pięć wieszaków i sprawdź, kiedy ostatni raz miałaś na sobie każdą z tych rzeczy. Nie "ostatnio" - konkretnie. Ostatnia zima? Ostatnie lato? Przed pandemią? W ogóle nie pamiętasz?
Wynik rzadko jest taki, jak się spodziewają. Zwykle okazuje się, że dwie albo trzy z tych pięciu rzeczy nie były noszone od roku, albo znacznie dłużej.
A szafa ma nie pięć rzeczy, ma ich pięćdziesiąt.
Co tam właściwie jest
Kiedy naprawdę policzyć, większość szaf zawiera mniej więcej trzy kategorie ubrań. Pierwsza - rzeczy, które rzeczywiście nosisz. Regularnie, chętnie, wiesz gdzie są, sięgasz po nie bez zastanowienia. To jest zwykle od dwudziestu do trzydziestu procent szafy. Rzadko więcej.
Druga - rzeczy, które nosisz okazjonalnie, i to ma sens. Coś elegantszego, coś sezonowego, coś specjalnego. To jest okej, one mogą być - tylko nie na pierwszej linii.
Trzecia - reszta. Rzeczy kupione z nadzieją na inną wersję siebie lub inny styl życia. Rzeczy, które były okazją cenową, ale nigdy dobrze nie leżały. Rzeczy za małe lub za duże, z myślą "może kiedyś". Rzeczy dostane w prezencie, których nie chciałaś, ale głupio było oddać. Rzeczy, przy których czujesz lekkie poczucie winy za każdym razem kiedy je widzisz, i szybko przesuwasz wieszak dalej.
Ta trzecia kategoria to zwykle ponad połowa szafy. U niektórych - więcej.
Jak to Cię kosztuje
Martwe zapasy odzieżowe to nie neutralna obecność w tle. Mają kilka konkretnych kosztów.
Czas. Rano stoisz przed szafą pełną rzeczy i szukasz czegoś do ubrania. Im więcej jest tam rzeczy, których nie chcesz mieć na sobie, tym dłużej trwa znalezienie tych, które chcesz. To nie jest wielka strata liczona w sekundach - ale po roku robi się z tego sporo minut i niemało irytacji.
Uwaga. Każda rzecz, którą widzisz, ale której nie nosisz, mówi ci coś o sobie - i to rzadko jest miłe. "To już nie leży tak jak kiedyś". "To kupiłam, bo byłam na diecie i liczyłam, że będzie na mnie dobre". "To mi się nie udało". Jeśli twoja szafa pełna jest milczących wyrzutów, to otwierasz ją z lekkim ciężarem, a nie z lekkim sercem.
Pieniądze. Nie przez to, że trzymanie kosztuje - przez to, że szafa pełna nieużywanych rzeczy sprawia, że nie wiesz co masz i kupujesz podobne rzeczy jeszcze raz. Czarną bluzkę, bo "nie mam nic czarnego" - a masz trzy, tylko ciężko jest Ci je znaleźć.

Skąd się to bierze
Zakupy pod wpływem nastroju. Zakupy z katalogu, które w domu wyglądają inaczej. Zakupy przecenionych rzeczy, które były okazją - nie potrzebą. Zakupy z myślą o innym życiu - bardziej aktywnym, bardziej eleganckim, bardziej "zorganizowanym".
Fast fashion zrobiła z kupowania rozrywkę i rozrywkę z posiadania. Wiele osób kupuje ubrania nie dlatego, że potrzebuje, ale dlatego, że sprawia to przyjemność - chwilową, bo po tygodniu nowa rzecz staje się tłem w szafie.
Nie mówię, że zakupy są złe. Mówię, że szafa pełna rzeczy, których nie nosisz, jest często symptomem czegoś innego niż potrzeba ubrania się.
Co z tym zrobić
Przegląd szafy zaczyna się od pytania: "kiedy ostatni raz to nosiłam?" - jeśli nie pamiętasz - to jest odpowiedź.
Nie stawiam granicy w "rok" jako absolutnej. Niektóre rzeczy nosi się rzadziej - coś bardzo eleganckiego, coś wybitnie sezonowego. Ale jeśli nie potrafisz sobie przypomnieć ani jednej okazji z ostatnich dwóch lat, to ta rzecz już nie jest częścią twojego życia. Jest wspomnieniem zakupu.
Rzeczy "może schudnę" zasługują na osobną rozmowę. Ja mam jedno zdanie: ubrania, które nie pasują teraz, nie motywują - oceniają cię za każdym razem gdy je widzisz. Jeśli schudniesz - kupisz sobie nowe z przyjemnością. Na te stare i tak nie będziesz czekać a moda zdąży się zmienić.
Obecnie masz mnóstwo możliwości, dzięki którym unikniesz wyrzucania rzeczy do kosza. Zniszczone przedmioty najlepiej oddać do PSZOK-u. Z kolei te nowe lub wciąż zdatne do noszenia możesz łatwo spieniężyć przez internet. Ciekawą i wygodną alternatywą są też EKOzwroty (usługa "Puść w obieg" od InPostu).
Co zostaje po tej rozmowie
Szafa, z której wyciągasz to, co lubisz, bez szukania. Rano, bez frustracji, bez wyrzutów, bez poczucia winy.
To nie brzmi spektakularnie. Ale jest jedną z tych zmian, które codziennie owocują kiedy rano zaczynasz dzień nie poszukując a wiedziąc co chcesz założyć.
