Wyobrażenie o tym, jak wygląda praca organizatorki przestrzeni, często pochodzi z telewizji. Przyjeżdża ktoś z pudłami i workami, przegląda dom, decyduje co wyrzucić, a właściciel stoi z boku i płacze nad starym swetrem. Efekt: pusta, sterylna przestrzeń i właściciel, który nie rozpoznaje własnego domu.

Kiedy ja przychodzę do kogoś po raz pierwszy, nie ruszam niczego. Siadam, pytam i słucham. Bo nie jestem tu żeby zadecydować za kogoś o jego przestrzeni - jestem tu żeby zrozumieć jak ta osoba żyje i co sprawia, że jej dom nie działa tak jak powinien. Dowiaduję się od Ciebie co w tym domu jest takiego co spędza Ci sen z powiek.

Co się dzieje podczas pierwszej rozmowy

Pytam o codzienność: jak zaczyna się twój dzień? Gdzie śniadanie? Gdzie pracujesz? Kiedy wracasz i co robisz po powrocie? Ile osób mieszka, jakie mają potrzeby?

Pytam o konkretne problemy: co cię frustruje najbardziej? Gdzie zawsze jest bałagan mimo że sprzątasz? Czego szukasz regularnie i nie możesz znaleźć? Co w tym domu nie działa?

Pytam o ograniczenia: czy planujesz przeprowadzkę? Czy są rzeczy, których nie chcesz ruszać - z sentymentu, z praktycznych powodów, bo należą do kogoś innego? Jaki masz stosunek do oddawania i wyrzucania?

Te pytania brzmią zwyczajnie, ale dają mi mapę - nie domu, ale człowieka, który w nim mieszka. I to jest ważniejsze niż plan pomieszczeń - choć pomiary też już na tem etapie się znajdują.

Wszystko spisuję, aby właśnie dzięki temu ułożyć później dla Ciebie plan działania, zaproponować konkretne organizery czy system przechowywania co, gdzie i po co.

Co widzę a czego nie oceniam

Bywam w domach, w których jest naprawdę ciężko - dużo lat zaniedbania, dużo niezałatwionych decyzji, dużo bólu emocjonalnego za rzeczami. I bywam w domach, które wyglądają nieźle a nawet całkiem dobrze, ale właściciel wie, że coś nie gra.

Nie oceniam stanu. Nie ma takiego poziomu nieporządku, którego nie da się wiąść w ryzy i uporządkować, naprawdę. Ocenianie nie jest częścią mojej pracy. Słuchanie i szukanie rozwiązania - tak.

Rzecz, na którą zwracam szczególną uwagę wchodząc, to bezpieczeństwo: czy coś wymaga pilnej interwencji ze względów praktycznych - pleśń, lub coś co stwarza realne zagrożenie i jest widoczne na pierwszy rzut oka. To są rzeczy, o których mówię od razu, bo byłoby nieodpowiedzialne milczeć. Ustalamy wtedy co z tym zrobić aby móc bezpiecznie przejść dalej do kolejnych działań.

Co na koniec pierwszej wizyty

Po rozmowie i po obejściu razem przestrzeni, mam dość dobry obraz: co jest problemem i co można zrobić. Nie decyduję sama - proponuję i pytam o zdanie.

Ustalamy: od czego zaczynamy? Nie zawsze od tego co wygląda najgorzej - czasem warto zacząć od jednego pokoju albo od jednego problemu, który najbardziej obciąża. Szybki efekt daje motywację do dalszego.

Ustalamy: co jest celem? Czysty salon? Szafa, w której wiesz co masz? Piwnica, do której możesz wejść? Dom, w którym możesz przyjąć gości bez poczucia wstydu? Twój cel wpływa na to, jak działamy.

Ustalamy: w jakim tempie? Intensywna praca przez jeden dzień? Kilka krótkich sesji? Samodzielna praca z moją pomocą raz w tygodniu?

Na zakończenie otrzymujesz ode mnie w podsumowaniu spotkania realny plan działania. Kiedy i w jakiej kolejności co robimy. Pełną wycenę wraz z listą organizerów jakie zakupię oraz wpomnianym planem działania.

Dlaczego nie ma realizacji bez tej rozmowy

Dom należy do osoby, która w nim mieszka - nie do mnie. Moja rola to pomoc w stworzeniu przestrzeni, która tej osobie służy. Nie przestrzeni, którą ja uważam za dobrą.

Dlatego pierwsza wizyta to zawsze przede wszystkim rozmowa. I dlatego zanim cokolwiek wyrzucimy czy poprzestawiamy - musimy wiedzieć dlaczego i po co.